Search here...
0
TOP
Rozmawia

Po drugiej stronie Instagrama…

Z Wiolą, którą zapewne większość Was kojarzy pod pseudonimem “Mamuskowo”, poznałyśmy się około 2 lata temu. Pamiętam jak weszła do jednej z katowickich restauracji, w której się umówiłyśmy. Wyglądała jak dziewczyna z katalogu! Szczupłe długie nogi opięte przez obcisłe jeansy, biała koszulka nonszalancko włożona w spodnie, stylowa ramoneska i długie gęste blond włosy sięgające do pasa, a w ramionach malutki Wiktorek otulony karmelowym kocykiem. Tak, to było niedługo po narodzinach jej drugiego synka. O mamo, jak ja jej nienawidziłam w tym momencie! No jak można tak wyglądać zaledwie miesiąc po porodzie, ja się pytam? Ale moja zazdrość w sekundę zamieniła się w ogromną sympatię do jej osobowości, niebywałej serdeczności i oszałamiającego uśmiechu. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że za tym uśmiechem kryją się łzy, smutek i przygnębienie…

VeroniQue: Piękna 28–letnia kobieta, dwoje dzieci, kochający mąż, dobrze prosperująca firma i wymarzony dom, który właśnie kończycie budować? Brzmi jak wymarzone, idealne życie. Faktycznie tak jest?

Wiola: Lepiej brzmi niż wygląda w rzeczywistości. Myślę, że nikt nie ma idealnego życia. Idealne życie nie istnieje. I może faktycznie z zewnątrz wszystko wygląda sielankowo i pięknie, ale nikt nie wie co się dzieje po drugiej stronie. Tak to już jest, że chwalimy się tym, co dobre, piękne i inspirujące, a te gorsze momenty chowamy skrycie.

Tak to już jest, że chwalimy się tym, co dobre, piękne i inspirujące, a te gorsze momenty chowamy skrycie.?

VeroniQue: No właśnie, porozmawiajmy o tych gorszych momentach. W Sylwestra napisałaś, że cieszysz się, że ten rok już mija, bo był przepełniony złymi wydarzeniami i życzysz sobie i swojej rodzinie, by kolejny zrekompensował te wszystkie krzywdy, które Was spotkały. Co miałaś na myśli?

Wiola: To był ciężki rok. Najpierw nasze wymarzone wakacje przeobraziły się w największy koszmar, nasze dzieci złapały jakąś niebezpieczną bakterię i wylądowały w szpitalu w Grecji, co tak naprawdę rozpoczęło lawinę nieszczęść zdrowotnych. Wskutek wykończonego układu immunologicznego dzieci zaczęły często chorować, brały bolesne zastrzyki, nie muszę Ci mówić, że to nie tylko ból dla dziecka ale i dla matki, która na to patrzy? Po powrocie minęło zaledwie kilkanaście dni i zmarł mój serdeczny przyjaciel, który przegrał cholernie trudną walkę z rakiem. Bardzo przeżyłam jego śmierć, bo prawdę mówiąc stoczyłam tę walkę razem z nim i jego żoną, moją przyjaciółką, którą zawsze wspierałam najmocniej jak tylko potrafiłam. Później Michaś miał poważny wypadek, który skończył się operacją i 25 szwami (na rączkach i twarzy). Przed operacją nie umiał ruszać rączką, bardzo baliśmy się, że już do końca życia dłoń nie będzie w 100% sprawna. Później nas okradli i złodzieje spalili nasz samochód. To był koszmarny rok! W przedostatnim jego dniu pożegnaliśmy naszą wspaniałą babcię.. Ale tak naprawdę zła passa zaczęła się jeszcze wcześniej. Po porodzie Wiktorka w 2017 r. miałam poważne komplikacje, straciłam bardzo dużo krwi (otarłam się o przetaczanie) i generalnie mój organizm dostał mocny wycisk. Mój pierwszy syn, Michaś, przechodził wtedy bunt dwulatka (chociaż słowo bunt brzmi i tak zbyt łagodnie), ale na szczęście nowo narodzony Wiktorek był oazą spokoju, więc powiedzmy, że jakaś tam równowaga ?w przyrodzie? była. Mogłoby się więc wydawać, że miałam komfortową sytuację?

VeroniQue: Mogłoby?

Wiola: To tylko złudzenie, bo ja nie potrafiłam się wtedy cieszyć dniem, sobą. Wieczory spędzałam pod kocem, przygnębiona, bez energii, nierzadko wylewając tonę łez? Byłam załamana. Widziałam wszystko w czarnych barwach, wszystko było niefajne i do dupy. Ja byłam do dupy, miejsce, w którym mieszkam było do dupy, generalnie wszystko co mnie otaczało było do dupy. 

VeroniQue: Wiola! Przecież ja Cię wtedy właśnie poznałam! Sprawiałaś wrażenie energicznej, szczęśliwej, spełnionej mamuśki! Do tego te piękne kadry na Instagramie przedstawiające uśmiechniętą, szczęśliwą rodzinę 2+2. Ciężko mi uwierzyć w to co teraz opisujesz?

Wiola: Wiem, dlatego to jest temat, o którym nigdy nie mówiłam głośno, bo te osoby, które mnie znają, doskonale wiedzą, że nie mam w zwyczaju relacjonowania całego swojego dnia na instastories. Ta rozbieżność między moim wewnętrznym i zewnętrznym światem wnika z wielu czynników. Po pierwsze: wyjście do ludzi (na przykład nasze ówczesne spotkanie) motywowało mnie do wyjścia spod koca, zrzucenia dresów na rzecz jeansów i nowej bluzki, zrobienia makijażu, ułożenia włosów. Motywowało mnie do uśmiechu, dodawało endorfin. To nie były emocje udawane. Absolutnie! To było mi wtedy potrzebne. Tak jak rozmowy z moją przyjaciółką Natalią, ojej ile ja jej zawdzięczam! Mimo tego, że ona też przechodziła wtedy bardzo ciężki okres (wcześniej wspomnianą chorobę męża), była dla mnie ostoją. Dobrze jest mieć świadomość, że jest ktoś, z kim możesz porozmawiać, ponarzekać na życie, wypłakać się z niewiadomych przyczyn. Tak po prostu.

VeroniQue: Czyli koleżanki i przyjaciółka. A gdzie w tym wszystkim mąż? Przecież tyle razy opowiadałaś nam, jaki Szymon jest wyjątkowy i jak bardzo Cię we wszystkim wspiera.

Wiola: Bo to prawda! Wtedy też robił wszystko, by mnie wesprzeć, pocieszyć, ale myślę, że mężczyźni nie do końca są w stanie zrozumieć kobiety, szczególnie jeśli w grę wchodzą kwestie hormonów. I niestety mój Szymon też tego nie rozumiał. Często mówił: ?Jejku, Ty znowu siedzisz pod tym kocem… O czym Ty tak ciągle myślisz??. Nawet nie próbowałam mu tego tłumaczyć, bo wiedziałam, że po prostu musimy to przetrwać.

VeroniQue: Ciągle w głowie mam te Wasze piękne zdjęcia na Instagramie? 

Wiola: Wiem, że to zabrzmi dziwnie i teraz pewnie wszyscy sobie o mnie pomyślą, że jestem fałszywa, ale nie oszukujmy się ? kto chce afiszować się w internecie ze swoimi słabościami? Faktem jest, że teraz nie mam z tym problemu, ale nie zawsze tak było. Wiadomo, że pokazujemy to, co dobre, piękne i inspirujące. Instagram wtedy był dla mnie swoistym alter ego. Wrzucając zdjęcie uśmiechniętej rodziny próbowałam umocnić w sobie wiarę w to, że tak naprawdę jestem dobrą mamą, bo przecież nie zmusisz dziecka do uśmiechu, nawet na zdjęciu. Nie ma co ukrywać, że te przemiłe komentarze i prywatne wiadomości dodawały mi otuchy. To było bardzo budujące.

VeroniQue: Instagram to bardzo intrygujący temat? Miałaś kiedyś tak, że wychodząc na rodzinny spacer, zamiast szukać miejsca do zabawy, rozglądałaś się za fajnym spotem do zrobienia zdjęć, a zamiast chwycić dziecko za rękę chwytałaś za telefon lub aparat? Możesz nie odpowiadać, jeśli nie chcesz, a pytanie się wytnie?

Wiola: Zdaję sobie sprawę, że jeśli odpowiem, to spadnie na mnie fala krytyki i hejtu. Ale odpowiem szczerze: Oczywiście, że tak miałam! Czasami nawet do tego stopnia, że nie wychodziliśmy na spacer, tylko wychodziliśmy zrobić zdjęcie, a spacer to przy okazji. Piorytety zamieniły się miejscami. Teraz wiem, że to był absurd, ale nie będę oszukiwać, że tak nie było. Miałam taki czas, kiedy dzień zaczynałam i kończyłam na Instagramie. Koniecznie musiałam zobaczyć co się dzieje u moich znajomych, kto jak spędza wakacje, weekend, dzień… Byłam od tego uzależniona. Chociaż uzależnienie, to chyba zbyt mocne określenie, bo ja po prostu miałam poczucie, że chcę ?tam? być i sprawdzić co słychać u innych. Chociaż, alkoholik też mówi, że chce się napić. A więc tak, byłam uzależniona. To chyba właściwe określenie.

(…) czasami nawet do tego stopnia, że nie wychodziliśmy na spacer, tylko wychodziliśmy zrobić zdjęcie, a spacer to przy okazji. Piorytety zamieniły się miejscami. Teraz wiem, że to był absurd, ale nie będę oszukiwać, że tak nie było.

VeroniQue: Mówisz o tym wszystkim w czasie przeszłym?

Wiola: Bo na szczęście nie trwało to zbyt długo i szybko oprzytomniałam. Nie zniknęłam z social mediów i nie zamierzam tego robić (ba, chcę nawet wrócić do pisania bloga),  ale znacząco ograniczyłam wszystko to, co z nimi związane. Mocno zmieniłam moje podejście do tej formy rozrywki. Dziś Instagram jest dla mnie dodatkiem, jedną z wielu opcji na spędzenie wolnego czasu. W mojej hierarchii na pewno jest daleko, daleko za czasem spędzonym z najbliższymi, a niestety nie zawsze tak było. Och, jak to okropnie brzmi! Ale każdy z nas uczy się na błędach, czasami po prostu trzeba przewartościować swoje życie. I nie chcę teraz być obłudna i mówić, że Instagram to zło, a perfekcyjne zdjęcia są ?be?, bo sama lubię oglądać i robić piękne kadry. I wciąż będę je oglądać i robić, gdy tylko będziemy mieli na to czas i ochotę. Któż z nas nie lubi? Ale trzeba wyznaczyć pewne granice i wierzę, że większość ludzi je wyznaczyło. Ja też musiałam do tego dojrzeć. Zrozumiałam, że media społecznościowe nie są najważniejsze. Instagram kiedyś się skończy, a nasze życie będzie trwało dalej. Zaczęłam myśleć o przyszłości, bo przecież jak będę miała czterdzieści lat to nie będę już wrzucała zdjęć z nastoletnimi dziećmi (śmiech). Chociaż liczę na to, że wszystkie instagramowe znajomości przetrwają. Na przykład nasza. 

VeroniQue: Wróćmy jeszcze do depresji poporodowej. Co było momentem przełomowym, w którym opcja ?jestem do dupy? zmieniła się na ?jestem fajną mamą??

Wiola:Na pewno był to Sylwester 2017/2018. Spędzaliśmy go w domu, w czwórkę. Ja oczywiście popłakiwałam sobie pod kocem? I wtedy powiedziałam sobie dość. Obiecałam sobie, że obudzę się w Nowym Roku z nową energią i zacznę zmieniać siebie i swoje nastawienie. I tak też było. Zaczęłam zdrowiej jeść i ćwiczyć. Ten ruch naprawdę pomaga! Zawsze jak czytałam o tych ?endorfinkach?, które wytwarzają się w czasie ćwiczeń, to przewracałam oczami z niedowierzaniem. Ale to nie jest bujda. To naprawdę pomaga!

VeroniQue: Jeżeli czyta nas teraz jedna z mam, która przechodzi ?baby blues? lub depresję, to co jej chcesz przekazać?

Wiola: Przede wszystkim, że to minie. Żeby zobaczyła światełko w tunelu tej ?czarnej dupy? i do niego podążała, biegła wręcz! Żeby spróbowała zmienić swoje myślenie i sposób życia. Zejdź z kanapy, wyjdź do ludzi, rusz się! To naprawdę pomaga. Wszystko siedzi w naszej głowie.


???????????????????????????????????????????????????????
Jak widzicie, piękne, idealne kadry, które tak ochoczo publikujemy w sieci, nie świadczą o idealnym, pięknym i bezstresowym życiu. Której z nas nie zdarzyło się wywracać domowego porządku do góry nogami, ustawiać do zdjęcia przez 30 min, po czym wrócić do wygodnego dresu, codziennych obowiązków i problemów? Tak jak powiedziała Wiola, nie ma życia idealnego. Pamiętajmy o tym zachwycając się perfekcyjnymi kadrami na Instagramie. I nie tylko. 

Mojej rozmówczyni dziękuję za szczerość, której niestety w internecie ostatnio coraz mniej. Gratuluję odwagi i życzę jej całej rodzinie wspaniałego 2019 roku!

PS: Jak zawsze zachęcam do komentowania i zostawienia słów wsparcia dla Wioli i innych mam zmagających się z depresją. Jednak jeśli świerzbią Cię już palce do wygłoszenia hejterskich morałów, to polecam najpierw spojrzeć na swój wizerunek w sieci. Kto nigdy nie idealizował swojego wirtualnego życia, niechaj pierwszy rzuci kamień?

«

»

28 COMMENTS

  • Weronika

    Mega szczera rozmowa,Wiola uwielbiam Cie i życze wszystkiego dobrego,dużo siły piękna i mądra Kobieto??

  • Kasai

    Bardzo szczery i potrzeby wywiad. Ludzie zatracili się w tych idealnych kadrach z instagramu.

    • Veroni Que
      AUTHOR

      Mam nadzieję, że jednak większość patrzy na te kadry nakładając na nie duży filtr rzeczywistości… ?

  • @naszekobietkowo(skoro w temacie ig to i tak się podpisze)

    Będę tu częstym gościem wiec się przedstawię 🙂 Mam na imię Ola.Jestem mamą dwójki. Kobietą, która marzyła o byciu mamą chyba od zawsze. Mimo fajnych studiów, pracy, mimo awansu, żyjąc w stolicy(która podobno stała przede mną otworem) – marzyłam o tej codzienności z maluszkiem, instynkt wygrywał ze wszystkim… w 2016 roku przyszła na świat moja upragniona córka. Klara urodziła się z prenatalnie wykryta choroba, wygrała życie, wielu profesorów nie dawało jej większych szans … nasza walka nadal trwa. Dwa lata później urodziła się jej siostra. Mimo ogromnych trudności związanych z choroba Klary staram się być pozytywnie nastawiona, dla niej, dla Róży, no wszystko człowiek robi z myślą o dzieciach żeby im żyło się jak najlepiej. I właśnie na ig kiedyś raz czy drugi zza tej uśmiechniętej twarzy, bez żartów – powiedziałam jak jest, jakie jest teraz nasze życie , z czym się zmagamy i dostałam wiadomośc od osoby totalnie mi nieznanej, coś w stylu ? takich rzeczy nie pisze się na ig, o takim czymś się nie mówi, po co to robisz,może mówisz to bo chcesz zdobyć popularność na chorobie dziecka, dużo lepiej oglądało się wasze ?lepsze,dawne życie, teraz tylko Klara i jej choroba…Zamurowało mnie wtedy. Nigdy nie chciałam być popularna. Instagram był jakimś tam dla mnie portalem społecznościowym ale nie traktowałam tego zbyt poważnie, nadal tak jest … poznałam tam kilka fajnych, wartościowych osób, lubię oglądać ciekawe kadry, miejsca.chociaż sama pokazuje zaledwie niewielki ułamek swojego życia, między innymi dlatego , ze mój partner nie jest skłonny by prywatnosc dzielić z całym światem ..i wiesz… poczułam się fatalnie. Ktoś obcy zarzucił mi, ze mam pokazywać inny obrazek, ze nie mam mówić o chorobie córki, bo ludzie wola dobre rzeczy …a z drugiej strony podobno litość i współczucie jest klikalna – tak to odczułam. A przecież moje córki to moje życie , nie jacht, nie praca, nie dom, nie możliwość rozwoju … moja rodzina to moje życie …Cały ten wirtualnyświat mocno mnie przeraził…. i mimo ze nadal tam jestem , to zauważyłam ze swojej strony
    Dystans do ludzi, których poznaje – bo właśnie wszędzie zaraz czuje fałsz , wyidealizowany świat itp …
    Wiolke obserwuje 🙂 nawet kiedyś wymieniłyśmy jakieś wiadomości. Bardzo ciepła i serdeczna osoba, jej głos na story mnie rozbraja ? dla takich osób warto zaglądać do tego wirtualnego świata. Bardzo fajny wywiad ! Szczerość jest w cenie kochane ! Dobra robota !!!

    • Veroni Que
      AUTHOR

      Cześć Olu! Miło Cię tu gościć ? Przeczytałam Twoją historię i powiem Ci krótko: pielęgnuj to, co dobre, nie zwracaj uwagi na to, co złe. Takich, którzy tylko patrzą komu by tu dopiec, napisać stek bzdur prosto twarz jest pełno! A po co mamy mieć lepszy dzień od nich? To nieszczęśliwi frustraci wylewający swoje żale na instagramie i innych portalach… Olej ich! Bo niestety to robactwo ciężko wyplewić… Rób swoje! To, co Ci dyktuje serce. To, co uważasz za stosowne. To, co jest najlepsze dla Ciebie i Twoich dzieci. I nie odrażaj się na Instagram, naprawdę jest tam wiele fajnych osób 🙂

  • Karolina

    Ja po sprawie z Panią Oliwia P. przestalam juz wierzyc, że na instagramie cokolowiek jest przypadkiem. Wszystko wykreowane i na pokaz. Każdy tak ma, każdy chce mieć to poczucie swojego idealnego świata w sieci. Dobrze,że Pani z rozmowy w porę oprzytomniała. I teraz wiekszosc ludzi powinna zrozumiec, że szkoda marnować czasu na układanie scenografii, obrabianie zdjęć, lepiej spędzić go z bliskimi, zwlaszcza jeśli ma sie dzieci;)

    • Veroni Que
      AUTHOR

      Oj tak, sprawa Oliwii mocno potrząsnęła instagramowym światem, ale z drugiej strony… Czy też tak ochoczo oglądalibyśmy “zwykłe’ zdjęcia, które ani nas do niczego nie inspirują, ani nie motywują, ani niczym nie zachwycają? Sama nie wiem… po prostu głośno myślę 😉

  • Klaudia

    Przepiękny i mega szczery wywiad! Dawno nie czytałam czegoś tak prawdziwego i to się czuje ? Wiola jesteś niesamowitą kobietą! Wszystkiego co najlepsze dla całej Waszej rodziny! ?

    • Veroni Que
      AUTHOR

      Wspaniała, szczera rozmówczyni, to szczery wywiad. Tylko takie tu przeczytasz 🙂 Zachęcam do przeczytania kolejnego, z Dominiką 🙂

  • Agnieszka

    Świetny wywiad! Dobrze, ze w czasach idealnego instagrama , który niektórym naiwnym ludziom ?ryje głowy? – bo chcą być jak ta ?idealna instamama?,mówi się szczerze co jest po drugiej stronie ekranu 🙂 wywiad czytało się rewelacyjnie 😉 gratuluje i czekam na więcej 😉 a wszystkim mamom mówię – niech moc będzie z nami 😉

    • Veroni Que
      AUTHOR

      Dziękuję Agnieszko! Cieszę się, że dobrze się czyta 🙂 To najlepsza motywacja do dalszego pisania! ? Buziaki :*

  • Asia

    Chyba powoli do wszystkich dociera to, że instagram i inne media społecznościowe to nie realne życie, a bardziej kadr z filmu czy czasopisma o modzie. Właśnie takie głosy jak ten są najważniejsze, bo nawet jeśli wiemy, że to tylko wyreżyserowane kadry, to jednak podświadomie porównujemy je do swojego życie i wiadomo jak wychodzi bilans. Wielkie brawa za odwagę i szczerość, a także za podjęcie tak ciekawego i ważnego tematu. Pozdrawiam

  • Oliwia

    Pamietam jak jeszcze obserwowałam Wiolę przed jej ciąża z Wioktorkiem. Uwielbiałam oglądać jej zdjęcia, relacje! ?? Zawsze zadziwiało mnie to jak można tak pięknie wyglądać chwile po porodzie… Wiola, na ten nowy rok życzę ci samych wspaniałości, pięknych chwil i dużo radości!

  • Iza

    Piękna kobieta – patrząc na zdjęcia w życiu nie przypuscilabym, ze jest coś nie tak… w pełni ja rozumiem bo przeszłam podobne komplikacje po porodzie, u mnie niestety skończyło się przetaczaniem krwi…mimo, iż minęło już 2,5 roku wciąż nie czuje się do końca ?sobą? dziekuje za ten artykuł – jest dla mnie nadzieją na lepsze jutro ?

  • Magdalena

    Super wywiad ??
    Gratuluje Wam dziewczyny ??
    Takie rozmowy są potrzebne ?
    Powodzenia w Nowym Roku ??

  • kama

    Miałam tak samo ! ?? Dobrze ,że o tym mówisz ! Dużo szczęścia i pomyślności w 2019 roku ? p.s uwielbiam Was ?

  • Renata

    Cudowny tekst!!!Dziekuje za kazde słowo tak prawdziwe i tak trafione.

  • Świeżo upieczona mamuśka

    Dziękuję Wiolu !!!
    A myślałam że tylko ja tak mam.
    Niewychodzenie z domu, brak make up-u i chaos na mojej głowie to ostatnio mój look…

    To musi się zmienić !
    Dziękuję za ten “kopniak” ?

  • Sara.stepien

    Piękny , szczery wywiad . Wiola brawo za zebranie się do kupy #gogirl ?

  • Wiola

    Brawo za szczerość i odwagę ? Wiola życzę Ci dużo pozytywnej energii , zdrowia i abyś już nie musiała nigdy więcej płakać chyba że ze szczęścia ?? Jesteś wspaniałą i piękną kobietą ?

  • Jowita_u

    Rozumiem w 100% rozmówczynie… myśle, że
    IG dla wielu – o ile nie dla każdej z nas to taka odskocznia, gdzie możemy pooglądać swoje życie w piękniejszych barwach… dobry wywiad, ciekawy pomysł 🙂

  • Kaśka

    Zostaje tu na pewno ??? lepiej nie moglyscie opisac zycia poza instagramem. Dziekuje Wam za to bo ja sama czesto sie lapie na tym czemu ona ma tak idealnie a ja mam tak do dupy ? Buziaki dla was ???

  • Butterfly

    Trzeba być bardzo odważnym, by opowiedzieć o własnych słabościach i szczerze się do nich przyznać. Wiola, jesteś super kobietą i matką! Najważniejsze jest to, że potrafiłaś się podnieść z tego ?dołka? i ruszyć w kierunku światełka, o którym wspomniałaś w wywiadzie z Weroniką. Wygrałaś, po prostu WYGRAŁAŚ. Każdy z nas ma gorsze i lepsze chwile, a depresja staje się chorobą cywilizacyjną, również się z nią zmagałam i czasami potrafi do mnie wrócić w najmniej oczekiwanym momencie. Nauczyłam się jednak z nią walczyć i mimo, że czasami jest ciężko, za każdym razem jestem zwycięzcą ? Pozdrawiam Was dziewczyny bardzo serdecznie. ??

  • Dominiqa

    Życiowy tekst!
    Życiowe Pytania!
    Prawda, której jest coraz mniej.
    Instagramowe beztroskie i mało realne światło codzienności, które większość młodych mam obserwuje i z zazdrosci spogląda na życie osób które je prowadzi..
    Ja nie zazdroszczę, bo wiem, że po drugiej stronie jest mama, która potrzebuje pomocy, wsparcia tak jak każda z Nas! Myślę, że większość kobiet, mądrych kobiet wie, że te Instagramowe życie jest namiastką życia codziennego! Są to uchwycone chwilę i kadry, którymi chcemy się pochwalić, które chcemy pokazać ?? I nie ma w tym nic złego ? Kochana Wiolu, ze lazami w oczach czytałam ten artykuł,życzę Wam aby ten rok był przełomowy ?

  • Natalia

    Najpiękniejszy wywiad jaki czytałam ? A wiesz DLACZEGO?? Bo jest szczery i prawdziwy A ty jesteś wspaniałą przyjaciółką!!! Zawsze mogłam i mogę na Ciebie liczyć…. Dziękuję

  • Kinga K.

    Instagramowy świat oprócz pięknych kadrów mam wrażenie, że nie inspiruje tylko wprowadza sztuczną wyimaginowaną rzeczywistość która ni jak ma się do życia i powoduje w psychice kobiet poczucie “gorszośći”,
    Oglądam te piękne profile i zaczynam się zastanawiać dlaczego ja nie zawsze daję radę być perfekcyjnie umalowana każdego dnia, nie zawsze mam posprzątane na błysk itd. a inne mają jak się później okazuje wszystko co piękne ma swoje drugie oblicze…
    Piękny i szczery wywiad, Pani Wiolu wielki szacunek za powiedzenie o swoim życiu, które jest po prostu prawdziwe mimo że chwilami niesprawiedliwe i smutne ale te chwile też dają nam siłę, potrafimy podnieść się silniejsi.
    Życzę Pani dużo pozytywnej energii i zdrówka dla całej rodzinki! <3
    Mama Ninki 🙂

  • Mama_cudakow

    Pieknie napisane ? takie prawdziwe ! A Tobie Wiola samych wspanialych chwil ?

  • Dagmara

    Niesamowicie przyjemnie czyta się Twoje wpisy . Już nie mogę doczekać się kolejnego!
    Blog to był strzał w 10 ?

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Instagram @veroni_que_

Please check your feed, the data was entered incorrectly.